Pan Zagłoba był jakby ogłuszony

Jak na mnie przyszły poty i śmiertelne znużenie, to on sam wiosłował; jak na niego, to ja... - Co? - Historię! jak mi Bóg miły, nie łżę, historię! - Jaką historię? - Historię Rzeczypospolitej. Niebo i ziemia stawały się szare, powietrze bladło, czuby drzew i zarośli powłóczyły się jakby srebrem. John Eldredge Miłuję waćpannę i piechotą, i na koniu, i na czczo, i po jedzeniu, i na wieki, i po szkocku... Chciałem prawem przeciw niemu czynić - ba! co tam za prawa na Ukrainie, w której jeszcze gruzy z miast dymią. Bo gdy poseł Ketling podał w wątpliwość prawomocność wyboru pana pisarza bielskiego i jego kolegi księcia Bogusława Radziwiłła, zaraz jakiś potężny głos spomiędzy arbitrów zakrzyknął: „Zdrajca! cudzoziemski urzędnik!” Za tym głosem poszły i inne; przyłączyli się do nich takoż niektórzy posłowie i niespodzianie sejm rozpadł się na dwie strony, z których jedna chciała panów posłów bielskich rugować, druga zaś uznać ich wybór. W taki też wieczór opowiadał raz pan Muszalski, co następuje: - Niech Najwyższy ma w opiece swojej świętej całą Rzeczpospolitę, nas wszystkich, a między nami szczególnie jejmość panią tu obecną, godną naszego komendanta małżonkę, na której splendory ślepia nasze spoglądać niemal niegodne. Po drodze się przygodzi!...

Nieraz też i grzeczna kompania wojskowych otaczała skarbniczek, w którym jeździli; podziwiało wielce rycerstwo Basiną urodę, bystrość dowcipu i rezolutność, a pan Zagłoba jeszcze im zawsze historię Tatara ustrzelonego kaczym śrutem opowiadał, by ich do reszty w osłupieniu i zachwycie pogrążyć. - Za łaską bożą nie potrzebujemy wodzów we Francji szukać. W pierwszej chwili wydało się Krzysi, że widzi obraz albo że zasnęła i śni: tak cudne stanęło przed nią zjawisko... Chyba że zginiem, bo gdzież, w jakim kraju, w jakim innym państwie taka rzecz przygodzić by się mogła? Dobry był król Joannes Casimirus, ale nadto przebaczał i przyuczył najgorszych dufać w bezkarność i przezpieczeństwo. JOhn Eldredge Basia stała ze spuszczonymi oczyma, szczerymi słowy kawalera tym bardziej zawstydzona. - Krzysiu! - ozwał się wreszcie łagodnym głosem. to nasza powinność i nasz los! Ale żebyśmy to choć wiedzieli, że z tą naszą krwią, która wypływa nam z ran, wypłynie i zbawienie.” Nie! i tej pociechy nie było. - Dałby Bóg, ale skądże to waszmości do głowy przyszło? - pytał Kmicic.

Jeno czy waćpani jesteś pewna, że on i z Krzysią nic nie mówił? - Mocny Boże! Krzysia panią swej woli, bo mój mąż, jako opiekun, tak jej powiedział: „Byle człek był godny i krwi zacnej, możesz i na substancję nie zważać.” Gdyby Michał był z nią przed wyjazdem mówił, to by mu odpowiedziała: tak! albo: nie! - i wiedziałby, czego się spodziewać. - A ty, Halim, słyszał o Chmielnickim? - Słyszałem i służyłem u Tuhaj-beja, który z Chmielnickim wojną na Lachów chodził, zamki burzył, dobro brał... W grodzie razem z ludźmi psi się błąkają, którym Turcy krzywdy nie czynią, dlatego widać, że się do pokrewieństwa poczuwają, sami psubratami będąc... Dziewki jak rzepy! Jedna Jeziorkowska, druga Drohojowska. Konie ich, spychane do środka, osiadały na zadach lub waliły się na wznak. Urzekająca Pan Zagłoba odgadując życzenia Basi odzywał się do niego również dość często, a on, chociaż zrazu nieco się dziczył, dawał jednakże odpowiedzi dorzeczne, a maniery jego nie tylko nie zdradzały prostaka, ale dziwiły nawet pewną dwornością. Ale to żołnierz nie patrzy na jutro, jeno dziś hula. - Gdzie panienka? - spytała pani stolnikowa pachołka.

Opanowywało ją coraz większe zmęczenie, jakoby po pracy ciężkiej. Ofiarowałem ci się i jeszcze ofiaruję. - Zmieni się młody, jako się zmienił i stary, który nim się o naszej poczciwości przekonał, najzawziętszym był imienia polskiego wrogiem- rzekł Zagłoba - ja to najlepiej wiem, bom u niego siedm lat w niewoli siedział. Poszli i pili znacznie do późna. Dzikie serce Gdyby pełnym rozumem władnąc, takowe postanowienie w spokoju i z rozmysłem uczynił, nic bym nie mówił; ale wola boska nie uderza na człeka w desperacji, jako właśnie raróg na cyrankę. Byli ciągle ze sobą: klękali obok siebie w kościołach, głosy ich mieszały się w modlitwie i śpiewach pobożnych. Dobrze! zaniecham, jeno obaczym, co z tego wyniknie... Rzeczywiście wjechali na szmat stepu, na którym długie i wyschłe łodygi burzanów szronem siwym były pokryte.

- Uważałem to, jak mi Bóg miły! - przerwał rozpromieniony Ketling. - Chwalę i modestię! Rychło patrzeć, jak waćpanu zaczną i komendy pomniejsze powierzać. Wtem Zagłoba zwrócił się w bok domu. książki chrześcijańskie Mogłem pana Antoniego Chrapowickiego gospodę zająć, bo to mój znajomy i przyjaciel. Włosy jej błyszczały na zagięciach jak złote. „Bliższa komenda” skoczyła znowu ściskać małego rycerza. - Boża wola, nic więcej! - odrzekł wznosząc oczy Wołodyjowski. Pan Wołodyjowski spojrzał i rzekł: - Tędy Motowidło przechodził.

Po chwili siedzieli w karabonie i jechali do Mokotowa. Pewnie by jej pan hetman Azji nie odmówił, bo on się w ludziach wojennych kocha. On nic nie odrzekł, tylko przycisnął do ust jej rękę, a potem pochylił się i objął z pokorą jej stopy, jak chłop. Jakiż był koniec? - Podszewka była lepsza od płaszcza. - Ketling sam z nóg ścięty, że musi wyjeżdżać i nas zostawić... Zagłoba porwał się za resztki czupryny. Właśnie przez zbliżenie się do Ketlinga, przez oswojenie się z nim, przez ową przyjaźń, jaka razem z miłością między nimi zakwitła, skończyły się Krzysine niepokoje, wrażenia nie były tak gwałtowne, uciszyły się rozterki krwi i wyobraźni. Przeto łzy ronić począł, a wreszcie, gdy już miał uścisków dość, rzekł: - Jeno mi za Michała nie dziękujcie, boście mu nie bliżsi ode mnie! Na to Kmicic: - Nie za Wołodyjowskiego my dziękujemy, ale żelazne lub też zgoła nieczłowiecze serce musiałby mieć ten, kto by się tą gotowością waćpana nie wzruszył, która w przyjacielskiej potrzebie na fatygi nie dba i na wiek względu nie ma.

Na drugi dzień odmienił też widocznie względem starego rycerza zamiary, bo gdy na uczcie u księcia krajczego ktoś począł o nim mówić, Bogusław rzekł : - Wielce mi jest niechętny, jako słyszałem, ów szlachcic, ale ja się tak w ludziach rycerskich kocham, że choćby mi i dalej szkodzić nie przestał, zawsze go będę miłował. Wielki Boże! Już grzeszne myśli mnie opadają! Memento mori!... Sen nie uwalniał ją od tego natrętnika, bo ledwie zamknęła oczy, natychmiast twarz jego pochylała się nad nią szepcąc: „Wolę cię niż królestwo, niż sceptr, niż sławę, niż bogactwa...” I głowa ta była blisko, tak blisko, że nawet w ciemności krwawe rumieńce oblewały czoło dziewczyny. Mości państwo, już też prędzej obywatelowi dacie wiarę niźli temu przybłędzie z Krymu! - Pan Mellechowicz jest hetmańskim oficerem - rzekła Basia - nic nam do niego! - Pozwól waść, że go wypytam. Raz dano znać do naszej komendy, że hultajstwo pana Rusieckiego w jego fortalicji oblega. Tymczasem nadbiegł z biczem czeladnik, a pani stolnikowa zdołała jeszcze wynieść Basi szubkę i kołpaczek, bo dzień był chłodny. Wszyscy się trochę zmieszali i nastała chwila milczenia. - Ten sławny pan Zagłoba? - spytała nagle panna Jeziorkowska.


||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||